Fortepian Szopena – interpretacja

Poemat pt. Fortepian Szopena opatrzony jest dwoma francuskimi mottami, które po przetłumaczeniu na język polski brzmią następująco: Muzyka to rzecz osobliwa (George Gordon Byron) i Sztuka?… to sztuka – i oto wszystko (Pierre-Jean de Beranger). Oba słusznie wskazują na niemożliwy do zdefiniowania fenomen sztuki.

Podmiot mówiący, który można utożsamiać z Norwidem, adresuje swą wypowiedź do postaci Fryderyka Szopena i sztuki. Występuje w roli znawcy Szopenowskiej muzyki i interpretatora sensu śmierci najwybitniejszego polskiego kompozytora i pianisty oraz symbolicznego faktu zniszczenia jego instrumentu. Przedmiotem jego wypowiedzi jest także istota sztuki, jej narodowe właściwości i odbiór społeczny.

Poemat składa się z dziesięciu części-akapitów o nieregularnej wersyfikacji, zróżnicowanych rymach i rytmie. Mimo zewnętrznej formy monologu w utworze obecna jest sytuacja konwersacyjna – świadczą o tym liczne zwroty podmiotu lirycznego do Szopena, a także odwołania do rozmów innych osób i wypowiedzi upersonifikowanych przedmiotów i pojęć (np. Strun, Cnoty). Wszystko to buduje dramatyzm poematu.

Fortepian Szopena tworzą trzy jednostki tematyczne: sześć pierwszych akapitów przedstawia ostatnie chwile życia artysty i charakteryzuje jego muzykę, w siódmym jest mowa o istocie sztuki, natomiast dwa ostatnie akapity przywołują obraz zniszczenia fortepianu kompozytora w czasie powstania styczniowego (nastąpiło to 19 września 1863 roku).

Pierwszą część poematu cechuje ton osobisty. Punktem wyjścia w rozważaniach Norwida jest wspomnienie jego ostatniej wizyty u Szopena, mającej miejsce zapewne w roku 1849 – tuż przed śmiercią chorego:

 Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie

 Nie docieczonego wątku – –

 – Pełne, jak Mit,

 Blade, jak świt…

 – Gdy życia koniec szepce do początku:

 „N i e  s t a r g a m  C i ę  ja – n i e! – J a,  u-w y d a t n i ę!…”

Śmierć wielkiego muzyka była sprawą publiczną – wielu ludzi przychodziło odwiedzić Szopena, który gasł i odchodził. Przywołanie ostatniego spotkania z tym geniuszem wywołuje u poety wzruszenie tym głębsze, że już wówczas nieobca była mu świadomość kresu sił wielkiego artysty. Określenie życia kompozytora mianem nie docieczonego wątku wskazuje na tragizm istnienia wynikający z przedwczesnego zniszczenia tkwiącej w nim wielkiej wartości. Sformułowaniu nie docieczony można także przypisać sens związany ze słowem „tajemnica”, ponieważ losy genialnego człowieka zawsze mają w sobie wiele sekretów, są skomplikowane, pełne sprzeczności, a w rezultacie zagadkowe, trudne do jednoznacznej oceny.  Chwile te były pełne, jak Mit – bogate w treść, niezwykle cenne dla Norwida, ale i ulegające mitologizacji, ponieważ Szopen już za życia zyskał miano światowej sławy kompozytora, a z drugiej strony blade, jak świt – zwiastujące dopiero początek potęgi artysty, która objawi się potomnym. To właśnie dlatego jego biografia nie starga się, nie zginie w świadomości narodu, lecz się uwydatni.

Postać Szopena zostaje porównana do liry mitycznego pieśniarza i muzyka, Orfeusza, który swoją grą potrafił oczarować wszystkie stworzenia, a później do rzeźby legendarnego greckiego artysty, posągu Galatei dłuta Pigmaliona.

W pierwszym zestawieniu genialny kompozytor i pianista, osłabiony nieuleczalną chorobą, co chwila staje się coraz bardziej podobny do Orfeja, który opuścił lirę w momencie agresji rozjuszonych menad:

[…] podobniałeś – co chwila, co chwila –

 Do opuszczonej przez Orfeja liry,

 W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,

 I rozmawiają ze sobą struny cztery,

 Trącając się,

 Po dwie – po dwie –

 I szemrząc z cicha

    „Z a c z ą ł ż e  o n

    U d e r z a ć  w  t o n?…

    C z y  t a k i  M i s t r z!… ż e  g r a… c h o ć – o d p y c h a?…”

Istotną funkcję w tym opisie pełni dialog upersonifikowanych strun, które nie widzą, czy boski muzyk zaczął już grać, czy też jest tak doskonałym wirtuozem, że potrafi wygrywać melodie również na odległość, samą siłą ducha. W stronę Szopena kierują się moce podobne do tych, jakie dopadły Orfeusza: rzutu-moc, czyli kres sił artysty wycieńczonego chorobą przesila się w nim z nieprzezwyciężonym pragnieniem grania – w podobnych okolicznościach menady sprowadziły na mitologicznego bohatera boleści i śmierć.

Opis wyglądu muzyka jest zredukowany do jednego tylko, ale jakże wymownego szczegółu: pełnej wdzięku ręki, która w sensie przenośnym i dosłownym sprzęga się z klawiaturą fortepianu:

 […] ręka… dla swojej białości

 Alabastrowej – i wzięcia – i szyku –

 I chwiejnych dotknięć jak strusiowi pióro –

 Mieszała mi się w oczach z klawiaturą

 Z słoniowej kości  […]

Norwid podkreśla jej sprawność w wygrywaniu akordów, kształtność, a także niezwykłą delikatność (kruchy biały alabaster) i lekkość jej dotyku, przypominającego muśnięcie strusiego pióra. Klawisze ze słoniowej kości to atrybut klasycznej trwałości i piękna. W ewokowanej wizji koncertu Szopena kolorystyczną dominantę stanowi biel o różnych odcieniach: alabastrowa białość ręki kompozytora, strusiego pióra, klawiatury i marmuru.

Skromny, choć niezwykle utalentowany twórca osiągnął w swej dziedzinie sztuki doskonałość Peryklejską, realizującą prostotę klasycznego piękna wywiedzionego ze sztuki greckiej:

 A w tym, coś grał – i co? zmówił ton – i co? powie,

 Choć inaczej się echa ustroją,

 Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją

 Wszelkiemu akordowi –

 A w tym, coś grał: taka była prostota

 Doskonałości Peryklejskiej […]

Poeta, posługując się oryginalnie zbudowanymi zdaniami pytającymi, wyraża swoją bezradność w podjętej próbie określenia istoty muzyki artysty. Szopenowski ton ma tu formę personifikacji: podmiot liryczny nie potrafi pojąć, co zmówił wielki kompozytor, nie wie także, co może powiedzieć w przyszłości. Czasownik zmówił można powiązać znaczeniowo z frazeologizmem „zmówić pacierz”. Z kolei „pacierz” (słowo to pochodzi od łacińskiego pater) jest modlitwą skierowaną do Boga i kojarzy się ze słowem „ojczyzna” (łac. patria), derywatem od formy podstawowej „ojciec”. Norwid przy pomocy tych odwołań zdaje się eksponować narodowo-religijny charakter muzyki artysty. Temu zagadnieniu poświęca też dalszą część czwartej strofy. Poeta przewiduje, że Szopenowskie kompozycje będą, niestety, inaczej wykonywane przez innych pianistów. W grze jego następców inaczej się echa ustroją – odmiennie niż gdy sam twórca zasiadał przy fortepianie, błogosławiąc swoją muzykę niczym dary składane podczas Mszy Świętej.

Norwid wskazuje na odrodzenie się Peryklejskich jakości w modrzewiowym wiejskim domu. W ten sposób buduje pomost między epoką rozkwitu kultury greckiej za czasów Peryklesa, a czasami współczesnymi Szopenowi i realizuje swój postulat uniwersalizmu kulturowego, łączącego dorobek ogółu ludzkości z narodową tradycją. Poeta wkłada w usta upersonifikowanej Cnoty słowa o ukrytym w hostii Chrystusie-Emanuelu i cudzie przemienienia na górze Tabor:

[…] starożytna która Cnota,

 W dom modrzewiowy wiejski

 Wchodząc, rzekła do siebie:

     „O d r o d z i ł a m  s i ę  w  N i e b i e

    I  s t a ł y  m i  s i ę  a r f ą  – w r o t a,

    W s t ę g ą – ś c i e ż k a…

    H o s t i ą – p r z e z  b l a d e  w i d z ę  z b o ż e…

    E m a n u e l  j u ż  m i e s z k a

    N a  T a b o r z e!”  

Wskazują one na dokonane w sztuce przeistoczenie wartości, wydobywające z niej to, co idealne: oto ziemia staje się niebem, wrota harfą, ścieżka wstęgą, a zboże eucharystią. Zawarta w tej strofie metafora ilustruje interesującą analogię: hostia skrywa doskonale przetworzone zboże, a utwory Szopena to idealne artystycznie przetworzenie prostoty muzyki na uniwersalne piękno. Emanuel etymologicznie oznacza „Bóg z nami”. Imię to, użyte jako synonim Chrystusa i wyrażone w radosnej konstatacji, sugeruje, że sam Stwórca zesłał artystę, który wykorzysta własne talenty w służbie Polsce i zawsze będzie trwać w niej duchowo. Nieprzypadkowo zatem Szopen zawarł w swojej muzyce wizję idealnej Polski, przywodzącej na myśl czasy legendarnego Piasta-kołodzieja, chłopskiego rzemieślnika, który z woli Boga i narodu stał się protoplastą pierwszej polskiej dynastii królewskiej:

 I była w tym Polska, od zenitu

 Wszechdoskonałości dziejów

 Wzięta, tęczą zachwytu – –

 Polska – p r z e m i e n i o n y c h  k o ł o d z i e j ó w!

 Taż sama, zgoła,

 Złoto-pszczoła! […]

Właśnie polskość jest najistotniejszą cechą Szopenowskiej muzyki. Sugestywna metafora tęcza zachwytu eksponuje zachwyt artysty nad swoją ojczyzną, zwłaszcza ludową Polską Piastów. Genialny kompozytor dążył do wyrażenia wielobarwności i różnorodności narodowego piękna, a tym samym wpajał swoim rodakom rodzime wartości, uczył ich prawdy i miłości, wpływając na integrację całego społeczeństwa.

Polska Piastowska to w wizji Norwida słowiańska arkadia – kraj rolniczy, o piaszczystej ziemi, którego wartość stanowi pracowity lud. Jest ojczyzną tak ukochaną, serdecznie znajomą, że przebywający na emigracji Norwid stwierdza, iż:

  […]  poznał-ci-że bym ją – na krańcach bytu! […]

Szopen wyraził polskie wartości nie w stanie „pierwotnym”, lecz przemienionym – udoskonalone na przestrzeni dziejów, a za pomocą sztuki podniesione do rangi ideału (podobnie jak współcześni mu reprezentanci literatury romantyzmu wykorzystywali motywy ludowe, „szlifując” je i rozbudowując na potrzeby swoich tekstów). Niestety, wielkiej miary artysta umarł w wieku zaledwie trzydziestu dziewięciu lat. To z tego powodu w zwrotce szóstej ukazany zostaje obraz „kłócących się” klawiszy o nie dośpiewaną chęć:

 I – oto – pieśń skończyłeś – – i już więcej

 Nie oglądam Cię – – jedno – słyszę:

 Coś?… jakby spór dziecięcy – –

 – A to jeszcze kłócą się klawisze

 O nie dośpiewaną chęć:

 I trącając się z cicha,

 Po ośm – po pięć –

 Szemrzą: „P o c z ą ł ż e  g r a ć? c z y  n a s  o d p y c h a??…”

Zwrotka siódma nie jest skierowana wprost do Szopena. Staje się refleksją na temat genialnych twórców i ich dzieł oraz sztuki w ogóle. Piękno, do którego zwraca się poeta, otrzymuje tu wiele imion, ale jest przede wszystkim Miłości-profilem. Jego drugie imię to     D o p e ł n i e n i e, bowiem wedle Norwidowskiej filozofii sztuki nieodzownym warunkiem każdego wytworu artystycznego jest pełnia. Piękno dla Norwida to również E r a, ponieważ funkcjonuje ono w świecie niezależnie od czasów i istniejących prądów artystycznych. Co więcej, wartość ta uosabia także jedność D u c h a  i L i t e r y, czyli treści i formy: 

 O Ty! – co jesteś Miłości-profilem

 Któremu na imię D o p e ł n i e n i e;

 Te – co w Sztuce mianując Stylem,

 Iż przenika pieśń, kształci kamienie…

 O! Ty – co się w Dziejach zowiesz E r ą,

 Gdzie zaś ani historii zenit jest,

 Zowiesz się razem: D u c h e m  i  L i t e r ą,

 I „consummatum est” […]

W sztuce należy dążyć do integracji tych jakości – ma ona miejsce, gdy treść dopełnia formę, a forma – treść. Właśnie na tym polega prawdziwe D o p e ł n i e n i e. Jak się okazuje, doskonałe-wypełnienie wymaga ofiar. Dlatego przywołane zostają ostatnie słowa Chrystusa – consummatum est – dokonało się.

Przykładem doskonałości są tu dzieła greckiego rzeźbiarza Fidiasza, dramaturga Ajschylosa, psalmisty Dawida i Szopena stawianego, jak widać, na równi obok najwybitniejszych twórców sztuki wszech czasów:

  O! Ty – D o s k o n a ł e-wypełnienie,

 Jakikolwiek jest Twój, i gdzie?… znak…

 Czy w F i d i a s u? D a w i d z i e? czy w S  z o p e n i e?

 Czy w E s c h y l e s o w e j  scenie?…

Pojawienie się doskonałego dzieła sztuki zawsze spotyka się z buntem współczesnych. Istotą świata jest bowiem nieustanny BRAK, niechęć ludzi do doskonałych realizacji – dopełnień, które zachodzą tylko w sztuce. Ludzie są niedoskonali, dlatego nie rozumieją doskonałej sztuki. W ten sposób poeta ilustruje podstawową właściwość procesu obiegu społecznego najwybitniejszych tekstów kultury:

Zawsze – zemści się na tobie: BRAK!…

 – Piętnem globu tego – niedostatek:

 D o p e ł n i e n i e?… go boli!…

 O n – r o z p o c z y n a ć woli

 I woli wyrzucać wciąż przed się – zadatek!

Pojęcie doskonałości symbolizuje tu kłos, który pod względem koloru i kształtu przypomina kometę, stopniowo stając się również symbolem śmierci, ponieważ rozpada się z powodu napęczniającej doskonałości: 

 – Kłos?… gdy dojrzał jak złoty kometa,

 Ledwo że go wiew ruszy,

 Deszcz pszenicznych ziarn prószy,

 Sama go doskonałość rozmieta…

Tak jak dojrzały, a nawet przejrzały kłos zboża wysypuje ziarno – tak też doskonali twórcy wyrzucają przed siebie zadatek, czyli inspirują swą twórczością młode pokolenia, nowe talenty, które pójdą w ich ślady.

Po dygresji przypadającej na zwrotkę siódmą podmiot liryczny znów zwraca się do Szopena. Przedstawia obraz Warszawy unaoczniająco, z perspektywy obserwatora, który widzi manifestacje patriotyczne poprzedzające powstanie styczniowe:

 Oto – patrz, Fryderyku!… to – Warszawa:

 Pod rozpłomienioną gwiazdą

 Dziwnie jaskrawa – –

 – Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:

 Owdzie – patrycjalne doimy stare

 Jak  P o s p o l i t a – r z e c z,

 Bruki placów głuche i szare,

 I Zygmuntowi w chmurze miecz.

Wstępnie zarysowana wizja Warszawy 1863 roku, uwzględniająca zwłaszcza Stare Miasto i Krakowskie Przedmieście, jest bardzo niepokojąca. Miasto to zostaje ukazane w świetle blasku komety, która nawiedziła wówczas polskie niebo, wróżąc nieszczęścia i klęski. Place są wyludnione, a przez chmury przebija się królewski miecz – grożący najeźdźcom, zapowiadający walkę o wolność i dziejową sprawiedliwość.

Przedostatnia cząstka poematu przedstawia zajścia rozgrywające się przed pałacem Zamoyskich, ówczesnym miejscem zamieszkania siostry Szopena. Wtedy to Kozacy w czasie plądrowania pałacu wyrzucili przez okno fortepian jej brata. Wcześniej z okiem tego pałacu polscy zamachowcy zrzucili bombę na rosyjskiego generała Fiodora Berga. Żołdacy rosyjscy w odwecie zdemolowali i zniszczyli budynek, wyrzucili też przez okno fortepian:

 Patrz!… z zaułków w zaułki

 Kaukaskie się konie rwą

 Jak przed burzą jaskółki,

 Wyśmigając przed półki,

 Po  s  t o – p o  s t o – –

Dynamikę galopady kozackich „kawalerów”, przeznaczanych zwykle do najbardziej krwawych i brutalnych akcji bojowych, doskonale ilustruje porównanie biegu karych kaukaskich koni do zwiastującego burzę lotu jaskółek (bo i pęd szybki, i „lecą” na koniach tuż nad ziemią).

Mowa tu także o pożarze gmachu Zamoyskich, pochodach wdów zabitych powstańców, wreszcie o zrzuceniu z balkonu przypominającego trumnę fortepianu Szopena:

– Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,

 Zapłonął znów – – i oto – pod ścianę

 Widzę czoła ożałobionych wdów

 Kolbami pchane – –

 I znów widzę, acz dymem oślepian,

 Jak przez ganku kolumny

 Sprzęt podobny do trumny

 Wydźwigają… runął… runął – Twój f o r t e p i a n!

Moment wyrzucenia fortepianu genialnego artysty na bruk, spotęgowany łomotem w chwili zetknięcia się instrumentu z ziemią, jest przerażający.

Mimo że po zakończeniu lektury dziesiątej strofy czytelnik uświadamia sobie paradoksalność powstałej sytuacji, gdy fortepian Szopena – symbol jego genialnej sztuki muzycznej – został wyrzucony na bruk, to jednak Norwid w dziesiątej strofie – finalnej części poematu – raz jeszcze zestawia obie kontrastowe sytuacje, powtarzając na wstępie w nieco zmienionej formie cztery początkowe wersy piątej zwrotki, by należycie wyeksponować ważką myśl poematu: fortepian Szopena, instrument wygrywający jego cudowną muzykę, będącą wyrazem polskich wartości narodowych, został tak straszliwie sprofanowany. Stało się to w czasie, gdy kompozytor był już sławny.

Poeta prognozuje, że wszystko, co budzi w ludziach głębokie uczucia, w szczególności patriotyczne, staje się przedmiotem gniewnej zazdrości ludzi, zwłaszcza zaborców.

Należy jednak zwrócić uwagę na to, że barbarzyńskie zdruzgotanie fortepianu Szopena spowodowali prymitywni kozacy, niezdolni do odbierania sztuki i niewątpliwie obojętni wobec nowatorsko doskonałych dzieł naszego kompozytora, o którym może wcale nie słyszeli. Dlatego też fakt zniszczenia instrumentu wielkiego pianisty nie jest tu oskarżeniem polskiego społeczeństwa o brak zrozumienia dla sztuki. Ponadto zniszczony został fortepian Szopena, nie zaś jego muzyka, do której brutalna rzeczywistość nie ma dostępu. Instrument ten jest jedynie symbolem sztuki i środkiem jej wyrazu. Wszakże świat rzeczy – w przeciwieństwie do świata idei – jest niedoskonały, skażony brakiem, co zauważył już Platon.

Fortepian Szopena – jak podają źródła historyczne – zdewastowany do cna, zostaje zestawiony z Orfeuszem rozszarpywanym przez menady (Pasje), z których żadna nie chce wziąć odpowiedzialności za zbrodnię, upiornie zawodząc N i e  ja!

W ostatniej strofie podmiot liryczny snuje gorzkie refleksje: według niego wszelkie wytwory ludzkiego geniuszu spotykają się z niezrozumieniem lub sprzeciwem społecznym. Potwierdzenie odnajdują tu losy mitycznego Orfeusza, który musiał być rozszarpany, aby jego muzyka mogła zyskać nieśmiertelność:

Ten!… co Polskę głosił, od zenitu

 Wszechdoskonałości Dziejów

 Wziętą, hymnem zachwytu –

 Polskę – przemienionych kołodziejów;

 Ten sam – runął – na bruki z granitu!

 – I oto: jak zacna myśl człowieka,

 Pożerany jest gniewami ludzi,

 Lub j a k – o d wieka

 W i e k ó w – w s z y s t k o, c o  z b u d z i!

 I – oto – jak ciało Orfeja,

 Tysiąc Pasyj rozdziera go w części;

 A każda wyje: „N i e  j a!…

 N i e  j a” – zębami chrzęści –

Mimo to wymowa poematu jest optymistyczna: okazuje się, że cierpienie i brak uznania dla dokonań artysty to czynnik konieczny dla jego zmartwychwstania, sławy pośród późnych wnuków:

 Lecz Ty? – lecz ja? – uderzmy w sądne pienie,

 Nawołując: „C i e s z  s i ę, p ó ź n y  w n u k u! […]

Słowa c i e s z  s i ę,  p ó ź n y  w n u k u zwiastują radość przyszłych pokoleń – wywołaną, rzecz jasna, nie zrozumieniem i docenieniem muzyki Szopena (bo zawsze i wszędzie spotykała się ona z entuzjastyczną percepcją), lecz wiarą poety w odzyskanie niepodległości, zapewniającej polskiej kulturze narodowej skuteczną ochronę i najlepsze warunki rozwoju.

Wstrząsająca puenta

 […] J ę k ł y – g ł u c h e  k a m i e n i e:

 I d e a ł – s i ę g n ą ł  b r u k u – –”

powstała zapewne na kanwie ewangelicznej formuły jeśli ludzie zamilkną, kamienie wołać będą (Łk 19, 35-40). Świadkowie opisanych wcześniej wydarzeń, głównie mieszkańcy pałacu Zamoyskich, byli bezsilni wobec najeźdźców, milczeli, a brukowe kamienie pojękiwały, gdy zniszczony został fortepian Szopena, symbol doskonałej – uniwersalnej i narodowej sztuki. Ten znamienny epizod z czasów powstania styczniowego uzasadnia datę napisania wiersza (1863 r.), mimo że Szopen zmarł kilkanaście lat wcześniej (w 1849 r.).

Arcypoemat Norwida ma charakter wielogatunkowy. Pojawiają się w nim elementy trenu (przedstawienie postaci Szopena, pochwała jego sztuki, żal po jego odejściu, związana z tym lamentacja oraz pocieszenie), można dostrzec tu także samodzielną odę do Piękna i końcowy poemat historyczny. Całość tworzy więc zróżnicowana genologicznie kompozycja o artyście i sztuce.

Norwid integruje nie tylko odmienne struktury gatunkowe, ale też antynomie innego typu: uniwersalizm i polskość, klasyczne piękno i folklor, dopełnienie w sztuce i niedoskonałość świata, mitologię i Ewangelię.

 (z cyklu Vade-mecum)

Dodaj komentarz