Moja wierna mowo – interpretacja

W tym miejscu interpretacji należy zwrócić szczególną uwagę na kontekst biograficzny. Miłosz, podejmując po II wojnie światowej decyzję o emigracji, był przekonany, że ta trudna zmiana wymusi na nim pożegnanie się z twórczością literacką. Uważał on, iż aktywny poeta może mieszkać wyłącznie w swoim kraju, gdyż odłączenie od ojczyzny pozbawia go wartości mających ogromne znaczenie dla jego pracy: oddala od narodowej ziemi, odbiera publiczność i izoluje od przestrzeni naturalnego funkcjonowania ojczystej mowy. Najważniejszym dylematem warunkującym możliwość kontynuowania pisarstwa na obczyźnie było rzecz jasna to, na ile ogłaszanie tekstów po polsku w kraju, gdzie język ten jest nieznany, ma sens. Wprawdzie potencjalni słuchacze od zawsze znajdowali się w społeczności polskich emigrantów, jednak Miłosz był przekonany, że taka droga skaże jego twórczość na marginalizację, egzystowanie jedynie w bardzo wąskim kręgu zainteresowanych. Wybitny znawca twórczości Miłosza Aleksander Fiut uważa, że Moją wierną mowę można odczytać jako swoistą reinterpretację romantycznego stereotypu poety-wygnańca, który to stereotyp nie przystaje do położenia współczesnego pisarza emigracyjnego.

Wielu pisarzy emigracyjnych w sytuacji takiej jak Miłosz zaczynało pisać w języku obcego kraju, celując w odbiorców zagranicznych. Jednak autor Zniewolonego umysłu mimo wszystko nie dokonał takiej zmiany. Co więcej, patrząc na swoją działalność artystyczną z takiej perspektywy, w ogóle nie przewidywał rychłego uznania i sławy laureata nagrody Nobla.

Wracając do głównego toku rozważań nad tekstem, należy stwierdzić, że emigracyjna samotność i brak wsparcia w czytelnikach przywiodły poetę do zwątpienia w sens podjętych trudów, a nawet poczucia, że wiele lat jego życia poszło na marne.

Teraz przyznaję się do zwątpienia.

 Są chwile kiedy wydaje się, że zmarnowałem życie (…)

Podmiot liryczny w pełnych goryczy słowach wyrzuca swojej wiernej mowie, że służy ona niemoralnym ludziom:

 (…) ty jesteś mową upodlonych

 mową nierozumnych i nienawidzących

 siebie bardziej może niż innych narodów,

 mową konfidentów,

 mową pomieszanych,

 chorych na własną niewinność.

W wynurzeniu tym mowa oczywiście o Polakach, którzy dali się zniewolić komunistycznemu totalitaryzmowi. Upodleni to biernie poddający się dyktaturze, a konfidenci – jej czynni funkcjonariusze. Ich narzędziem porozumiewania jest wypaczona wersja języka polskiego – Orwellowska nowomowa. Świadomość, że tym samym językiem władają ludzie zdeformowani przez system, działa na poetę paraliżująco. Powyższe refleksje świadczą o niechęci Miłosza do Polski, wynikającej – paradoksalnie – z poczucia wspólnoty z ojczystym krajem.

Dodaj komentarz