Wędrówka do Shire pewnego dnia zaprowadziła mnie prosto pod dom Bilba Bagginsa. Wiele słyszałam wcześniej o tym hobbicie, który wędrował wraz z krasnoludami, dotarł do Samotnej Góry i pokonał tam smoka. Byłam pod wrażeniem tych opowieści, zatem zapragnęłam poznać Bilba osobiście.
Trafiłam na moment, kiedy przygotowywał się do nowej wyprawy. Przyjął mnie u siebie w domu i ugościł wszystkim, co tylko miał w spiżarni. Z chęcią opowiadał o tym, co przeżył w trakcie podróży. Widać było, że cieszy go rosnąca sława małego hobbita, która niosła się przez Śródziemie.
Bilbo miał zamiar znowu wyruszyć, by zobaczyć krainę elfów, a następnie odwiedzić znajomych krasnoludów żyjących teraz w głębinach Samotnej Góry. Mówił, że tym razem postanowił lepiej przygotować się do podróży i nie wychodzić z domu jedynie z węzełkiem z bielizną na zmianę i sucharami.
Przez kilka dni gościłam u Bilba, pomagałam mu się pakować, a on raczył mnie swoimi opowieściami, a wręcz zachęcał, bym wraz z nim pojechała do elfiej krainy. Brzmiało to wszystko bardzo kusząco i rozważałam tę propozycję.
Pewnego dnia wydarzyło się jednak coś dziwnego. Bilbo rano obudził się nerwowy i mówił, że nie może czegoś znaleźć. Krążył po domu, przetrząsając rzeczy. Na początku nie chciał przyznać się, czego szuka, ale kiedy znów zapytałam i zaoferowałam pomoc w poszukiwaniach, wreszcie powiedział, że zgubił zwykły, gładki złoty pierścień.
Zaczęłam szukać wraz z nim, ale pierścień wciąż był poza naszym zasięgiem. Bilbo z poirytowanego zrobił się zły i opryskliwy. Odpowiadał mi niegrzecznie na pytania, aż wreszcie zaczął jakby delikatnie sugerować, że pierścień był na swoim miejscu, dopóki nie odwiedziłam go w jego domu. Było to bardzo nieprzyjemne i zrobiło mi się przykro. Nie dopuszczałam jednak do siebie myśli, że Bilbo uważa, iż ukradłam jego pierścień, aż do chwili, kiedy stanął przede mną i spokojnie powiedział:
– Pokaż, co masz w kieszeniach.
Wściekła wywróciłam puste kieszenie na lewą stronę. To wyraźnie zdenerwowało Bilba, który liczył, że w ten sposób zakończy się sprawa zaginionego pierścienia. Po tej sytuacji grzecznie podziękowałam za gościnę, spakowałam się i wyjechałam do najbliższej oberży, by tam nająć pokój. Gdy wychodziłam, Bilbo nie zwracał na mnie uwagi, wciąż szukał.
W oberży spędziłam kilka dni na zwykłym odpoczynku. Chodziłam na spacery i rozmawiałam z innymi hobbitami. Docierały do mnie plotki dotyczące tego, że z norki Bilba dobiegają różne hałasy. Szybko zrozumiałam, że on wciąż szuka.
Minął też termin, w którym Baggins planował opuścić dom i wyruszyć na wyprawę. Tymczasem on dalej siedział w Shire i szukał, bez chwili wytchnienia. Widziałam, że zaczął krążyć po okolicy, wpraszał się do sąsiadów i próbował tam też przeszukiwać ich rzeczy. Hobbici coraz bardziej denerwowali się na niego i przestali mu otwierać drzwi.
Wreszcie pewnego dnia całą okolicę obudził radosny okrzyk. To Bilbo biegł przez osadę, wrzeszcząc z radości, a w dłoni trzymał złoty pierścień. Faktycznie była to zwykła, gładka obrączka, która niczym się nie wyróżniała. Może miała wartość sentymentalną? Kto wie.
Poszukiwania zostały zakończone, a Bilbo wrócił do pakowania i sprzątania. Wiem, bo wciąż jeszcze nie opuściłam wtedy gospody, byłam ciekawa, jak skończy się to wszystko. Wreszcie Bilbo pewnego dnia przyszedł mnie odwiedzić. Zachowywał się, jakby wcześniejsze oskarżenie o kradzież nie miało miejsca, był zadowolony i uśmiechnięty.
Okazało się, że przyszedł, by ponownie zaprosić mnie na swoją wyprawę. Ja jednak już wtedy byłam mocno do niego zniechęcona, zatem odmówiłam. Wolałam wyruszyć sama, bez towarzysza, który uważa mnie za złodziejkę. Każde z nas pojechało zatem osobno w swoją stronę. Nie zgadniecie pewnie, co po latach usłyszałam na temat pewnego hobbita z Shire i pewnego zwykłego, złotego pierścienia…